Komornicy
Bardzo dużo grałem na komputerze. Jak miałem wolny czas to nie szło mnie oderwać od ekranu monitora. W mojej ulubionej grze mój najlepszy kumpel miał ksywkę komornik. Pochodziła ona od jego nazwiska, a nazywał się Komorowski. Wiadomo, jak się gra to emocje rosną. A ja najczęściej komunikowałem się z nim, pod czas grania, przez komunikator. Raz rodzice wyjechali na tydzień, a ze mną została babcia. Babci głównym zadaniem było przyrządzanie mi posiłków. Tak wzięła sobie to do serca, że co chwile odwiedzała mnie w pokoju.
Najczęściej słyszanym słowem wypowiadanym przeze mnie była ksywka mojego kumpla. Kilka razy usłyszał też słowo licytacja. A to wszystko razem wzięte i połączone z innymi słowami, które padają w grze, dało jej powody do paniki. Otóż moja babcia była święcie przekonana, że ja zajmuję się jakimiś przestępstwami i nie długo przyjdzie do nas komornik właśnie. Przerwała rodzicom urlop, dzwoniąc do nich z widomością, że komornicy nadciągają i lada moment będą licytacje komornicze, bo Mareczek wpadł w poważne kłopoty. Rodzice cali spanikowani nie wpadli na pomysł, żeby zadzwonić do mnie i poprosić o wyjaśnienia, natychmiast wrócili do domu. Chyba nie muszę mówić co się działo po ich powrocie.